czwartek, 2 kwietnia 2009

2 kwietnia 2005... Wspomnienia

Tak szybko czas mija. Dzisiaj czwarta już rocznica śmierci papieża Polaka. Franciszkańska 3, to tam dzisiaj tłum wiernych pomodli się za duszę Jana Pawła II.

Pamiętam jak dziś. 21:37 - smutna wiadomość obeszła świat w jednej chwili.

4 kwietnia znajomi moich rodziców zaproponowali wyjazd do Rzymu na pogrzeb papieża. Bez wahania z mamą zdecydowaliśmy się jechać i o 18:00 byliśmy już gotowi do drogi.

Jechaliśmy noc i dzień. Do Rzymu dojechaliśmy już 6 kwietnia o 00:09. Zatrzymaliśmy się u cioci znajomego. Via Padova 6 o ile się nie myle. Szybkie przemycie twarzy po prawie 30 godzinnej podróży i ruszyliśmy w drogę na plac świętego Piotra.

Dotarliśmy w okolice placu kilka minut po 2.
Okazało się że o 2:00 przestali wpuszczać ludzi. Próbowaliśmy obejść straże różnymi sposobami. W końcu tysiące kilometrów nie na darmo przejechaliśmy.

Od dwóch dni prawie nie spaliśmy. Tylko krótkie drzemki w samochodzie. Ale atmosfera przed placem nie pozwalała nam zasnąć.
Przed godziną 5:00 doszły nas słuchy że o 5:00 nas wpuszczą na plac św. Piotra gdzie czekała nas jeszcze bardzo długa droga. Otworzenie bram przedłużało się. Zaczęliśmy się denerwować. Lecz około 5:30 byliśmy już w drodze do bazyliki.
Tysiące ludzi razem z nami czekało w drodze do bazyliki żeby chociaż przez moment zobaczyć Papieża i pomodlić się.
Około godziny 9:00 staliśmy przed drzwiami i czekaliśmy aż straż papieska wpuści nas do środka.
Tam nie mogliśmy się zatrzymać ani na minutę bo strażnicy nas poganiali.
Gdy byłem już bardzo blisko zmarłego, serce zaczęło mocniej bić, w środku działy się rzeczy których nie da się słowami opisać. Ogromny smutek... Dosłownie sekundy to wszystko trwało ale patrząc z perspektywy dzisiejszego dnia, chwila która zostanie w mojej pamięci na zawsze.
Wróciliśmy do mieszkania by przez chwilę wypocząć.

8 kwietnia wybrałem się z mamą i resztą ekipy pod koloseum. Tam wielki telebim pozwolił nam razem z tysiącami ludzi przeżyć mszę pogrzebową.
Zaledwie kilka dni, wiele nie przespanych godzin, zmęczenie i smutek. Nie zamieniłbym tych chwil na żadne inne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz