poniedziałek, 22 listopada 2010

- Jak się Pan czuje w Jastrzębiu?

Jest środa, dziesiąty dzień listopada. Po bezdyskusyjnej porażce w pojedynku z PGE Skrą Bełchatów w trzech setach, Tytan AZS Częstochowa udaje się na mecz z aktualnym wicemistrzem Polski - KS Jastrzębskim Węglem. Po pierwszym secie status quo zostaje zachowany, ale kolejne trzy sety - o dziwo - padają łupem podopiecznych ledwo opierzonego szkoleniowca ze Słowacji - Marka Kardosa.

Pomimo tego, że mecz trwał dobre dwie godziny, trener zespołu spod Jasnej Góry długo nie opuszcza „Old Trafford” na Szerokiej. Mijają trzy kwadranse i nareszcie head coach jest wśród nas. Powoli wracamy do Częstochowy. Ostatecznie po ponad dwugodzinnej podróży lądujemy w „Świętym Mieście”. Siadamy w jednej z niewielu o tej porze otwartych restauracji i rozmawiamy. No o czym by innym, jak nie o siatkówce? Trener Kardos opowiada historię sprzed kilku godzin, która najpierw wprawia w osłupienie, a następnie w wielominutową salwę śmiechu osoby siedzące przy wspólnym stoliku. Posłuchajcie...

Około dziesiątej minuty wywiadu z przedstawicielką mediów internetowych, gdy na horyzoncie płomiennego interview było już widać tablicę z napisem meta pada hasło (bo to nie mogło być pytanie) treści następującej:

- Jak się Pan czuje w Jastrzębiu?

- Od wczoraj całkiem nieźle - pada odpowiedź

- Jak to od wczoraj? - brnie niczym niezrażona adeptka sztuki dziennikarskiej

- No a od kiedy, jak nie od wczoraj? - odpowiada pytaniem na pytanie lekko zmieszany szkoleniowiec AZS-u



Cisza

Pan Prielożny? - pyta nieświadoma kobieta w wieku na oko 15 lat?

- Nie. Kardos - odpowiada trener AZS-u.

- No to sorry. Jest Pan wysoki, ale faktycznie niezbyt przy kości - pogrąża się pytająca. - Musiałam pomylić klienta. Przepraszam.


Zostawmy bez komentarza

źródło: podsiatka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz